2016-10-03
2017-03-26

Bogdan Bąk

Teatr w „Monopolu”

Pierwodruk: „Słowo Polskie” 1961, z 17 listopada, s. 3.

Na dobrą sprawę także w „Pałacyku”. „Monopol” jest jednak „Monopolem”. Wiadomo – kategoria „S”. Dzięki autorskiej przebiegłości tytuł staje się bardziej handlowy. Pachnie kabaretem, girlaskami, kto wie nawet może stripteasem. Nic podobnego. Właśnie w kawiarni „Monopol” i w „Pałacyku” odbywają się ostatnio występy opolskiego Teatru 13 Rzędów. Zespół Jerzego Grotowskiego po raz drugi już gości w naszym mieście. Po Misterium buffo i Siakuntali wrocławianie mają okazję obejrzeć Dziady i Idiotę.

Należę do starych i stałych klientów opolskiego teatru. Nie czas jednak na drobiazgową analizę ich błędów i osiągnięć, ich założeń artystycznych. Najogólniej rzecz biorąc Grotowski i jego kompania stwierdzają – teatr trzeba odświeżyć. W dyskusji o kryzysie teatru wysuwają tezę: teatr w formie tradycyjnej umiera. Półśrodki nie pomogą. Konieczne jest cesarskie cięcie. Stąd wszystkie dziwactwa, stąd zaszeregowanie literatury do spraw w teatrze drugorzędnych, stąd rozbicie potocznej frazy zdania (dzięki czemu pozornie nielogiczna – nabiera nowego sensu), stąd wreszcie wyeksponowanie elementu zdaniem twórców najbardziej teatralnego – ruchu i gestu.

Warto jednak podkreślić, że choć eksperymenty Grotowskiego idą coraz dalej (w Misterium buffo podział na scenę i widownię był jeszcze tradycyjny, w Siakuntali mieliśmy do czynienia ze sceną centralną, w Dziadach akcja toczy się między widzami) przedstawienia są coraz bardziej czytelne. Mimo – a raczej dzięki – rozbiciu klasycznego podziału aktor – widz w Dziadach nie tylko angażuje [się] emocjonalnie, nie tylko narzuca określony klimat, lecz także nadaje posmak autentyzmu. Scena w kaplicy, która w normalnym teatrze – mającym ambicję zrobienia nastroju – śmieszy, tu bawiąc, tworzy klimat. Muszę przyznać, że nie bardzo już po propozycji Grotowskiego wyobrażam sobie tradycyjne potraktowanie II części Dziadów. Mniej lub wręcz zupełnie nie sprawdza się koncepcja Dziadów w części IV. Ale już w akcie trzecim (połączenie „Widowiska” z „Wielką Improwizacją”) potwierdza słuszność założenia. Na dwie jeszcze sprawy warto zwrócić uwagę. Po pierwsze, teatr Grotowskiego to nie tylko formalne smaczki, to także polityka. Konrad w „Wielkiej Improwizacji” jest Chrystusem idącym na Golgotę. Ale krzyż to szczotka. Rekwizyt kompromituje. Ten pozorny drobiazg kompromituje nie tyle bohatera, co określoną postawę. Po drugie, biedne pensjonareczki, które na przedstawienie się wybrały (a było ich w niedzielę sporo). Niewiele ono w szkole się przyda. Jeśli zaś intencję inscenizatora odczytać zdołały, dwója murowana.

Rozpisałem się o Dziadach i na Idiotę (inscenizacja: W[aldemar] Krygier) miejsca zabrakło. Warto jednak zasygnalizować dwie rzeczy. Po pierwsze, przedstawienie inne niż poprzednie inscenizacje (ograniczenie podstawowego dotąd elementu – ruchu) jest jednocześnie wcale wyraźną kontynuacją linii rozwojowej i trafia w klimat Dostojewskiego. Po drugie, jeśli w anormalnych warunkach kawiarnianych na sali panowała cisza, świadczy to, że widowisko chwyciło, co jest oczywistą zasługą zespołu.

I jeszcze jedno. Można wiele złych rzeczy powiedzieć o 13 Rzędach, ale rytmu przedstawienia może – i powinno – uczyć się od nich wiele „prawdziwych” teatrów.

Przepisała Karolina Szuster-Binda

Bogdan Bąk (ur. 3 lutego 1936, Kielce; zm. 21 grudnia 1982, Wałbrzych)
kierownik literacki teatru, dziennikarz, recenzent teatralny „Słowa Polskiego” i „Trybuny Wałbrzyskiej”, działacz kultury na terenie Dolnego Śląska. Od sezonu 1964–1965 do kwietnia 1976 roku był kierownikiem literackim Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu, a w latach 1966–1977 Teatru Lalek, w którym pełnił następnie funkcję konsultanta literackiego (1977–1980)1.

  • 1. [Za:] Almanach Sceny Polskiej 1982/83, pod redakcją Kazimierza Andrzeja Wysińskiego, t. 24, Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1987, s. 236.