2016-10-02
2017-11-23

Jerzy Zagórski

Zasypane źródło

Pierwodruk: „Kurier Polski” 1961 nr 276, z 17 listopada, s. 4.

Istnieje tendencja, żeby poszczególne teatry w Polsce miały swoje indywidualne profile. Kilka może się tym pochlubić. Do nich należy Teatr 13 Rzędów w Opolu. Mała salka na około 100 osób, nieliczny zespół, uparte kierownictwo sprzyjają temu bohaterstwu, być może graniczącemu z donkiszoterią, ze względu na lokalizację w nie najłatwiejszym terenie.

Miasto jest bardzo piękne i wojewódzkie, ale nie na tyle duże, by mógł się tam uplasować bez oporów obok „normalnego”, tradycyjnego teatru, także zawodowy teatrzyk cyzelujący swój odrębny styl, mający pewne pokrewieństwo ze stylem pewnych teatrzyków studenckich i [tych występujących w] piwnicach, z tym że miejsce efemeryczności zajmuje tu konsekwencja. Teatr 13 Rzędów – opolski teatrzyk Jerzego Grotowskiego i Ludwika Flaszena ma swoją ideę artystyczną, a to bardzo dużo. Wykuwa swój wyraz poprzez spojrzenie współczesne na dorobek twórczy przeszłości. W ich wypadku nie jest to frazes, jeśli sprecyzujemy, że jest to spojrzenie młodzieńcze, trochę wiecznie sztubackie, pokrewne spojrzeniu Witkacego, Gombrowicza, Mrożka, jeśli szukać analogii literackich.

Inscenizację swojej najnowszej premiery – Idioty Dostojewskiego teatr powierzył Waldemarowi Krygierowi, który w swoim czasie w jednej z krakowskich piwnic opracował sygnalizowaną przez nas Czytelnikom inscenizację Nie-Boskiej komedii Krasińskiego. Zabawa jest świetna. Oczywiście znajdą się tacy, co zapytają – „dla kogo?”. Dla tych jest chyba tylko jedna odpowiedź – dla tych, co czytali Dostojewskiego. Tym adresem różni się zasadniczo Krygier od typowych przerabiaczy powieści, którzy od Piscatora do Dąbrowskiego apelują raczej do widza, który... jeszcze nie zna oryginału, a więc chcą mu treść dzieła wyłożyć. Krygier zaś przedrzeźnia pierwowzór, wyławia z dzieła wątki osobliwe, a jednak charakterystyczne. Gdy zaś znajdzie tak wyrazistych interpretatorów jak Lubowiecka w roli prostytutki Anastazji, Komorowska w roli Agłaji, Jahołkowski (świetny kupiec Rogożyn), Molik i Kopaczewski (Teodor i Maurycy), Cynkutis (książę Myszkin) i Bielski (Radomski) może się cieszyć z rezultatu scenicznego.

Przy okazji tej premiery wasz recenzent postarał się obejrzeć także dość rozgłoszoną inscenizację Dziadów Mickiewicza w tym teatrze. Scenariusz i reżyseria Grotowskiego oraz scenografia Gurawskiego i Krygiera podkreślają misteryjny charakter dzieła, przy czym jest to zabawa w misterium podobna do wywoływania duchów w wielkich salonach starych dworów lub na polanach leśnych i cmentarzach. Dla widzów dzisiejszych są to więc Dziady nowe i nieznane, choć nie byłoby dziwne, gdyby ktoś z moich rówieśników przypomniał sobie coś podobnego z czasu swojego dzieciństwa, tuż przed I wojną światową. Dlatego właśnie dałem tytuł felietonowi Zapomniane źródło – zamulone przez późniejszą ofensywę naturalizmu, wybijane teraz na nowo.

Grotowski wyrzucił najbardziej teatralnie ograne sceny, zwłaszcza o tematyce politycznej. Akcent pada więc na sceny mniej eksploatowane, z wyjątkiem „Wielkiej Improwizacji”, która i tym razem ma pozycję kluczową. Za to interpretacja jest absolutnie świeża: słowa wypowiada aktor uginający się pod miotłą, która ma przedrzeźniać i symbolizować krzyż. Wypowiada więc zdania z pozoru harde i obrazoburcze człowiek całkowicie bezradny i słaby.

Przedstawienie jest okrutnie antyszkolne, antyscholarskie, antypolonistyczne, właśnie z ducha sztubackiego, o którym już wspomnieliśmy przy Idiocie. Zaś tradycjonalnym interpretatorom pokazują język tym razem nie studenccy amatorzy z różnych STS, lecz świadomi swych środków zawodowi aktorzy: Lubowiecka, Mirecka, Bielski, Cynkutis, Jahołkowski, Molik. Od czasu swego przyjazdu do Warszawy z Kainem Byrona zespół uczynił znaczne postępy w zakresie rzemiosła.

Na razie Teatrowi 13 Rzędów wystarcza praca jednopłaszczyznowa, polegająca na nowej interpretacji starych dzieł. Czy jednak wystarczy to długo na żywotność? Sądzę, że prędzej czy później także ten teatr stanie przed dylematem: albo powołać swego dramatopisarza, albo skostnieć. Nim to nastąpi, proponowałbym spróbować czegoś jeszcze innego, a już na siły teatru. Przed I wojną światową bardzo pokrewne wizje sceniczne tworzył w swoich tekstach teatralnych poeta Aleksander Błok. W czasie II wojny światowej, w warunkach straszliwego terroru fizycznego i całkowitego ignorowania twórczości, powstało także w naszym kraju kilka dzieł całkowicie bezinteresownych w założeniu, nie liczących się z tak zwanym cenzorem wewnętrznym, jakim jest kalkulowanie autora na możliwość realizacji. Nie wszystkie z nich były grane, jak np. Aby podnieść różę Trzebińskiego. Proponuję Teatrowi 13 Rzędów przewartościowanie ze swego punktu widzenia także pierwszej połowy XX wieku.

Opracował Dariusz Kosiński

Jerzy Zagórski (ur. 26 grudnia 1907, Kijów; zm. 5 sierpnia 1984, Warszawa)
poeta, recenzent literacki i teatralny, dziennikarz sądowy, współpracownik Polskiego Radia. Pisał dla „Kuriera Polskiego”, „Dziennika Literackiego” i „Tygodnika Powszechnego”, był członkiem redakcji miesięcznika „Kultura Jutra”. W latach 1946–1947 pełnił funkcję wiceprezesa Związku Zawodowego Literatów Polskich, w latach 1950–1956 przewodniczył Sekcji Poetyckiej Oddziału Związku Krakowskiego, a w 1971 roku został prezesem Polskiego PEN Clubu. Był kierownikiem literackim Teatru im. Juliusza Słowackiego (1949–1950, 1952–1953), Państwowego Teatru w Bielsku (1950–1951, 1956–1958) i Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach (1954–1956). Był współzałożycielem Polskiego Ośrodka Międzynarodowego Instytutu Teatralnego (ITI) oraz członkiem Stowarzyszenia Kultury Europejskiej1.

  • 1. [Za:] Współcześni polscy pisarze i badacze literatury. Słownik biobibliograficzny, zespół pod redakcją Jadwigi Czachowskiej, Alicji Szałagan, t. 9, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 2004, s. 449–450.