2017-12-22
2018-06-26

Maurizio Nocera

Ukąszeni. Rozmowy z tarantystami

Pierwodruk: Maurizio Nocera1: Il morso del ragno. Alle origini del tarantismo e il mondo del fenomeno vissuto dall’interno. Interviste a tarantate e parenti, Capote Editore, Lecce 2013, s. 33–37.

 

Rzucił na mnie urok

Rozmowa z tarantystką z Nardò2 przeprowadzona przez Michelę Almiento z Brindisi w kaplicy św. Pawła w Galatinie 27 czerwca 1988 (po południu)

 

Michela Almiento: Kiedy zostałaś ukąszona przez tarantulę?

Kobieta z Nardò: Rzucił na mnie urok; bazyliszek rzucił na mnie urok, a potem, w trakcie żniw, ukąsiła mnie tarantula. Od czterdziestu lat, co roku, jeżdżę w tę i z powrotem do Galatiny.

Almiento: A teraz ile masz lat?

Kobieta z Nardò: Urodziłam się w 1919, ósmego stycznia, mam sześćdziesiąt dziewięć lat. Wyjechałam z Nardò o wpół do czwartej.

Almiento: Ile kilometrów jest do Nardò?

Kobieta z Nardò: Szesnaście.

Almiento: Dawniej, kiedy piłaś wodę ze studni, od razu ci się poprawiało?

Kobieta z Nardò: Tak.

Almiento: Więc czemu później ją zamknęli?

Kobieta z Nardò: Taki był kaprys arcykapłana z Galatiny. Piłyśmy tę wodę, bo koiła nasze żołądki i czułyśmy się lepiej.

Almiento: Wcześniej powiedziałaś, że wczoraj rano bazyliszek znowu rzucił na ciebie urok. Dobrze zrozumiałam?

Kobieta z Nardò: Tak, przyszedł do domu. Odwiedził mnie w domu i powiedział do mnie: „Jutro musisz iść do Galatiny”. Odpowiedziałam: „Wiem”. Położyłam się wczoraj o wpół do dziesiątej i wstałam dzisiaj o trzeciej trzydzieści rano; posprzątałam dom i spokojnie ruszyłam w drogę.

Almiento: Kazał ci iść pieszo czy po prostu nie miał cię kto zawieźć?

Kobieta z Nardò: Nie, on dał mi pokutę: „Idź pieszo, a jeśli dasz radę, wracaj także pieszo. Albo…”.

Almiento: Czego doświadczasz, kiedy źle się czujesz?

Kobieta z Nardò: Boli mnie brzuch i z głową też nie jest najlepiej. Teraz dziękuję Jezusowi Chrystusowi za to, że zwymiotowałam całą żółć3 i czuję się lepiej.

Almiento: Czy później też zdarza ci się źle czuć?

Kobieta z Nardò: W sierpniu; po piętnastym sierpnia czuję się lepiej, wraca mi apetyt i czuję się lepiej.

Almiento: Czujesz się lepiej, bo św. Paweł udziela ci swojej łaski?

Kobieta z Nardò: Tak, ale tylko na trochę, potem wszystko wraca.

Almiento: Po czym to poznajesz? Znów boli cię brzuch?

Kobieta z Nardò: Przez brzuch, tak. Przez ten brzuch nic nie jem.

Almiento: A czy to prawda, że muzyka cię irytuje?

Kobieta z Nardò: Nie znoszę jej. Kiedy ją słyszę… (wykonuje gest, dając do zrozumienia, że źle się czuje). Za domem mam takie dwie kobiety, które puszczają mi tarantelę. Ale ja nie mogę jej słuchać, za nic w świecie! Muszę od razu uciekać do domu i zamknąć się w środku.

Almiento: Więc ty nigdy nie chciałaś muzyki?

Kobieta z Nardò: Nie, moja tarantela to melancholia.

Almiento: Czy was, tarantystek, jest jeszcze dużo?

Kobieta z Nardò: Tak, niektóre przyjdą dzisiaj, inne dwudziestego ósmego wieczorem; biorą udział w procesji, a później znikają.

Almiento: I wszystkie są z Galatiny?

Kobieta z Nardò: Tak, wszystkie, wszystkie. Ja przychodzę od wielu lat. Powiedziałam więc: „Pawle, udziel mi łaski życia lub śmierci”. A on na to: „Śmierci nie, życia tak”. I tak szuka mnie co roku, a ja mu powtarzam: „Pawle, zabierz mnie stąd”. A on odpowiada: „Nie. Możesz wyjechać, ale nie możesz umrzeć”.

Almiento: Jesteś mężatką?

Kobieta z Nardò: Tak; i mam syna.

Almiento: Czy w twojej rodzinie zdarzali się inni tarantyści?

Kobieta z Nardò: Było nas trzy: ja, moja mama i kuzynka; wszystkie z Nardò. Mama zmarła, a kuzynce św. Paweł udzielił łaski.

 

Najświętszy mój Pawle z Galatiny/
Łaski swej udziel rychło odrobinę/
Nie każ czekać mi po ranne godziny

 

Rozmowa Giorgia Di Leccego4 z członkami rodziny Francesca Mighalego (Zimby) z Ardeo w kwietniu 1992. Podczas spotkania obecny był Maurizio Nocera5.        

                                          

Giorgio Di Lecce: Kiedy wasz ojciec zaczął tańczyć?

Giuseppe Mighali: Zaczął tańczyć, kiedy miał dziewiętnaście lat i robił to przez kolejnych dwadzieścia jeden. Zwykle tańczył przez dwa dni, bez ustanku; później, z biegiem czasu, coraz krócej.

Di Lecce: A jak doszło do ukąszenia przez pająka?

Mighali: Stało się to podczas zbiorów suchego groszku, pod koniec maja 1944 roku; wieszał na szyi wiązkę suszonego groszku i wtedy właśnie poczuł ukąszenie… To była ogromna tarantula, bardzo kolorowa.

Di Lecce: Kto grał twojemu ojcu do tańca?

Mighali: Staruszka o imieniu Ines. Grała na tamburynie i śpiewała. Wujek Uccio i wujek Luciano też grali na tamburynach, a kuzyn na akordeonie.

Di Lecce: Gdzie tańczył twój ojciec?

Mighali: Tańczył zawsze w domu, na ramie obrazu św. Pawła i na oparciach krzeseł…

Di Lecce: Nie chodził do kaplicy w Galatinie?

Mighali: Poszedł do Galatiny tylko po to, by napić się wody ze studni… Podobnodo tej studni wrzucano wszystkie węże z okolicy…

Di Lecce: Czy w waszej rodzinie są podobne przypadki?

Mighali: Matka naszej matki zmarła od „syczenia” żmii. Nasza matka została ukąszona przez sacarę6, przez dwa lata pełzała między krzesłami. Teraz jest już zdrowa.

Di Lecce: A wasz ojciec?

Mighali: Nasz ojciec tańczył do końca 1963. Towarzyszyliśmy mu wszyscy; wszyscy, oprócz Paola… Bo zawsze rzucał się na chłopca o imieniu Paolo. Kiedy go wołaliśmy, nie słyszał, nie widział nas, tylko tańczył w rytm muzyki i patrzył na obraz.

Di Lecce: Kto namalował ten obraz?

Mighali: Paolo pojechał raz na Sycylię, aby kupić obraz św. Pawła (o który poprosił ojciec)… Potem wszyscy chcieli ten obraz, nawet Sycylijczycy… Po 1963 roku obraz wrócił jednak w końcu do Aradea, ponieważ tam też był potrzebny do tańca.

Di Lecce: A jak wyglądały ataki?

Mighali: Ostatni raz atak miał miejsce w dzień uroczystości Najświętszego Krzyża w Galatinie. Było bardzo upalnie. Ojciec usłyszał muzykę i musieliśmy zawieźć go do domu, zagrać na instrumentach i roztańczyć… Dopóki nie zaczęliśmy grać, nie reagował… Czasami mówił, że nie chce tańczyć. Ale moja matka i jej bracia czekali z muzyką na odpowiedni moment. Ojciec już leżał, ale gdy tylko usłyszał muzykę, jego ból nasilił się, więc wstał i zaczął tańczyć wokół obrazu… Był blady. Zdzierał z siebie koszulę, wołając Santu Paulu… Tańczył w rytmie tamburyna…

Di Lecce: Był wrażliwy na kolory?

Mighali: Nie znosił ostrych kolorów: czerwonego, żółtego, zielonego, fioletowego… Nie reagował jedynie na czerń.

Di Lecce: Jak kończył się taniec?

Mighali: Potrafił tańczyć godzinami, przydeptując paluchem ramę obrazu. W końcu jednak sam się zatrzymywał.

 

Z języka włoskiego przełożyły Aleksandra Koman i Katarzyna Woźniak

  • 1. Maurizio Nocera (ur. 1947) jest salentyńskim pisarzem, poetą, dziennikarzem i badaczem apulijskiego tarantyzmu. Współpracował ze Stowarzyszeniem Ernesta de Martino w Calimerze w Salento oraz Instytutem Diega Carpitelli w Melpignano.
  • 2. Chodzi znaną lokalną tarantystkę, Marię.
  • 3. Kobieta zwymiotowała w kaplicy po wypiciu wody.
  • 4. Giorgio Di Lecce (1953–2003) był historykiem tańca, antropologiem i badaczem urodzonym w Lecce w Salento. Od 1999 roku zajmował stanowisko docenta historii tańca w Uniwersytecie Salentyńskim. Członek paryskiego Conseil International de la Danse oraz Associazione Italiana per la Ricerca sulla Danza z siedzibą w Rzymie. Autor książki o tarantyzmie La danzadella piccola taranta [przyp. tłum.].
  • 5. Ta część wywiadu, z Giuseppem Mighalim, nie została opublikowana w książce Giorgia Di Leccego.
  • 6. W dialekcie salentyńskim sacara lub casara oznacza węża czteropasiastego (wł. cervone) [przyp. tłum.].