2018-07-09
2018-07-09

Grzegorz Ziółkowski

Nekro(-log-o-)s. Kilka uwag po lekturze książki Ewy Domańskiej Nekros. Wprowadzenie do ontologii martwego ciała

W pełni zgadzam się ze Stanisławem Rośkiem, który w recenzji wydawniczej najnowszej i – zaznaczę to od razu – znakomitej książki Ewy Domańskiej Nekros napisał, że nie sposób przejść obok tej publikacji obojętnie; że wydawnictwo to „skłania do podjęcia dialogu, do dyskusji i sporu, do polemiki i do samookreśleń”1. Dzieje się tak w moim przekonaniu nie tylko dlatego, że zagadnienie, jakie w wieloaspektowy i pogłębiony sposób podejmuje badaczka, to znaczy kwestie związane z martwym ciałem człowieka, ludzkimi szczątkami, dotyczy w naturalny sposób każdą i każdego z nas z powodów najoczywistszych. Przyczyn silnego oddziaływania (również na emocje) publikacji Domańskiej jest więcej. Autorka w pierwszej części książki, zatytułowanej Nekropolityka, porusza między innymi problematykę dotyczącą instrumentalizowania ludzkich szczątków, to znaczy traktowania ich jako kluczowego elementu w kształtowaniu polityki historycznej (na przykład niezwykle kontrowersyjna sprawa ponownych ekshumacji w Jedwabnem), skąd już tylko krok do posługiwania się nimi w doraźnej grze politycznej, co bez wątpienia jest głęboko niemoralne, budzi sprzeciw i oburza. Ponadto, wraz z gwałtownym wzrostem liczby ludności w ostatnim stuleciu, kwestia podejścia do ludzkich szczątków i charakteru pochówków staje się sprawą palącą także w odniesieniu do ekologii, czyli dziedziny, która w związku z globalnym ociepleniem ma fundamentalne znaczenie dla naszej przyszłości (zarówno w skali makro, jak i mikro)2. Tej problematyce Domańska poświęca drugą, nie mniej ważną, część publikacji – Eko-Nekro. Między innymi te sprawy decydują o tym, że w ustaleniach badaczki historii (i herstorii) i metodolożki badań naukowych rozpoznać się mogą ci wszyscy, których dotyczy przeszłość, teraźniejszość i przyszłość człowieka; wśród nich przedstawicielki i przedstawiciele różnych dyscyplin naukowych, ponieważ Nekros zawiera nie tylko szereg odkrywczych interpretacji, lecz także wprowadza nowy język – słownictwo głęboko przemyślane i niebędące, co warte podkreślenia, nieznośną nowomową, zawierającą kalki z języków obcych, która często dominuje w dyskursie akademickim. Wyznam, że długo zastanawiałem się, jak oddać sprawiedliwość tej arcyważnej publikacji. Rozważałem, czy wejść z nią w spór (zważywszy jednak na głębię zawartych w niej analiz i rozległość pola badawczego, po którym z wielką swobodą porusza się autorka, wątpię, że potrafiłbym temu sprostać), czy podjąć z nią dialog, czy – wreszcie – określić własne stanowisko?

Jako wyjście awaryjne przychodziło mi na przykład na myśl porównanie Nekrosu z wybitną publikacją Leszka Kolankiewicza Dziady. Teatr Święta Zmarłych3, wydaną już prawie dwie dekady temu (jak ten czas leci!). Obydwie książki są bowiem pionierskie, wychylone w przyszłość i stanowią egzemplifikację nowego podejścia do uprawiania nauki, a przy tym obydwie są niezwykle erudycyjne i napisane żywym językiem, skrzą się od celnych sformułowań i błyskotliwych porównań, zestawień oraz metafor (zobacz u Domańskiej na przykład „ludz/kość” czy wskazanie na „humus”, czyli próchnicę, to znaczy organiczne szczątki w różnym stadium mikrobiologicznego i fizykochemicznego procesu rozkładu, jako na jeden z potencjalnych/alternatywnych źródłosłowów „humanistyki”). Trudno oczywiście przesądzić, czy książka Domańskiej doprowadzi do przełomu w polskiej humanistyce, jak stało się z publikacją Kolankiewicza w odniesieniu do rodzimej – zorientowanej wówczas historycznie – teatrologii. (Dwadzieścia lat temu raczej trudno byłoby sobie wyobrazić pojawienie się na gruncie badań teatru i widowisk w naszym kraju takiego wydawnictwa jak Nekroperformans Doroty Sajewskiej z 2016 roku4, dla której monografia Kolankiewicza stanowi kluczowy punkt odniesienia i która podejmuje i rozwija w dialogiczny – i bardzo inspirujący – sposób myśl antropologa widowisk z Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego.) Wydaje mi się jednak, że Nekros ma wszelki ku temu potencjał, by odegrać rolę katalizatora przemian, gdyż będąca orędowniczką radykalnej transdyscyplinarności historyczka w poglądowy sposób pokazuje, ile zyskać mogą rozważania humanistyczne, gdy wzbogacone zostaną o metody i podejścia z innych dyscyplin – i to nie tylko z nauk społecznych, lecz również na przykład z dyskursu prawniczego, kryminalistyki (i forensyki – ang. forensic science) czy nauk o życiu. Notabene, takiego właśnie całościowego potraktowania domagało się kluczowe społecznie/kulturowo/biologicznie/ekologicznie zagadnienie, jakiemu poświęciła swoją monografię poznańska (i stanfordzka) badaczka.

Postanowiłem jednak napisać o Nekrosie inaczej – tym bardziej, że pierwsza fala recenzji i omówień tej publikacji już przetoczyła się w prasie fachowej i przez sieć, co sprawia, że czuję się zwolniony ze standardowego trybu recenzenckiego5. Zresztą sama – nieszablonowa przecież – książka Ewy Domańskiej zachęca do wyjścia poza schemat. W jej zakończeniu – jak niejednokrotnie wcześniej – pojawia się osobisty ton, który rzecz jasna świadczy o zaangażowaniu, bez którego trudno bądź co bądź sobie wyobrazić poważne zagłębienie się w jakiś temat. Autorka pisze: „I jeszcze jedno: cieszy mnie myśl, że po śmierci przestanę być człowiekiem” (s. 296). I dalej – niczym podpis (albo rodzaj motta, hasła czy zawołania), z wyrównaniem do prawej i kursywą: „Nekros to Kosmos”. Choć wolałbym w tym miejscu słowo „Chaosmos”, to zgoda – to, co martwe, de facto takim nie jest, stanowi przecież część całości, gdyż jesteśmy zbudowani z tych samych pierwiastków, co uniwersum (w tym z życiodajnej wody6), a nieustannie obracające się koło przemian sprawia, że stajemy się (na powrót) częścią humicznych fundamentów świata, przedłużając nolens volens cykl życia w znaczeniu zóē, czyli życia w wymiarze ponadjednostkowym. Oczywiście, można potraktować to zawołanie niczym (jeszcze jedno) zaklęcie rzucane w stronę Thanatosa, na którym – jak wiadomo – można polegać bardziej niż na Erosie. Ale można też podejść do wizji, której emblematem jest finalna formuła u Domańskiej, z całym dobrodziejstwem inwentarza i, przekroczywszy kulturowe matryce (z fundamentalnym „Z prochu powstałeś…” na czele), objąć ją spojrzeniem biologa albo, dodam, taoisty. Przyznam, że przytoczone zdanie mówiące o przekroczeniu ludzkiej kondycji (podobnie zresztą jak wcześniejsze spostrzeżenia autorki, szczególnie te dotyczące wpływu ludzkich szczątków i – na przykład – implantów czy plomb dentystycznych na środowisko naturalne) dało mi do myślenia. Zainspirowało do zadania sobie pytania o to, czy w dobie sekularyzacji (wiem, wiem, autorka kilkakrotnie podkreśla, że ważna była i jest dla niej perspektywa postsekularna, redefiniująca i renegocjująca oświeceniowe zdobycze) wyrażenie życzenia odnośnie do sposobów potraktowania własnych szczątków po śmierci odbierane będzie jako nowe „wyznanie wiary”. W ten (chyba) najdobitniejszy z możliwych sposobów ująć można przecież własny światopogląd. I – ewentualnie – wykazać się konsekwencją, dostosowując wybory (po)życiowe do swych przekonań. Wyciągając wnioski z lektury Domańskiej, powiedzieć wypada, że nie tyle chodzi już wyłącznie o to (zresztą nigdy nie chodziło tylko o to), by – jak obrazowo formułował to mistyk z Kaukazu, Gieorgij I. Gurdżijew (1866?–1949) – nie zdechnąć jak pies (a może właśnie przeciwnie – może warto byłoby zdechnąć/umrzeć jak zwierzę, w śmierci zwierząt jest bądź co bądź tak wiele godności i tak wiele się od nich możemy nauczyć w tej kwestii), ale i o to, by nasze szczątki stanowiły jak najmniej uciążliwy element dla ekoumeny. Dbałość o te sprawy jest moim zdaniem niezbędna i stanowić może przejaw ekologii-etyki troski (pojęcia te traktować trzeba moim zdaniem nierozdzielnie, dlatego piszę je razem). Nie będę ukrywał, że odnajduję się w takiej konstelacji myśli. To, co zwiemy jednostkowym życiem (bíos), jawi mi się niczym fałdka na materii rzeczywistości, którą śmierć swą dłonią wyrównuje i wygładza; niczym napis na piaszczystej plaży, który śmiertelna fala zaciera i usuwa; swoiste „zakłócenie”, po którym (dzięki śmierci) pojawia się cisza, nie zawsze niestety dźwięczna, a często głucha. Jestem zdania, że szczątki, którym należy się oczywiście szacunek (tutaj warto byłoby pokusić się o zdefiniowanie tego pojęcia, ale zostawmy to teraz, gdyż to temat na osobny tekst), nie powinny w tych procesach (nadmiernie) przeszkadzać. A sposób ich potraktowania winien wspomagać kontynuowanie cyklu życia (co obejmuje oczywiście dbałość o to, aby nie zagrażały one innym żyjącym, na przykład poprzez zatrucie wód gruntowych). Stąd praktyczne rozwiązania, o których zajmująco pisze Domańska, takie jak biourny, z których wyrosnąć może drzewo (łatwo zauważyć, że rozwiązanie to reaktualizuje wyobrażenia istniejące już w starożytności), przemawiają do mnie. Powtórzę: czy można wyobrazić sobie silniejszą ekspresję jednostkowej wolności niż możliwość zadecydowania nie tylko o chwili własnej śmierci i sposobie odejścia (z powszechną zgodą na to jest wciąż jeszcze – jak wiadomo – problem), lecz także o tym, co stanie się z naszą doczesną powłoką (oczywiście pamiętając o dobru innych)? Domańska cieszy się, że nie będzie już człowiekiem – ja cieszę się, że zniknę. Choć rzecz jasna niezupełnie, bo pierwiastki, z których zbudowane jest moje ciało, pozostaną w obiegu, stając się – o czym już pisałem – elementem swoistego recyklingu. Chętnie też w tym zniknięciu pomogę, oczywiście pamiętając o tym, by moje szczątki nie stały się uciążliwe dla innych i aby nie powiększać ponad miarę swojego śladu węglowego (hmm, kremacja to kosztowna środowiskowo operacja, lepszy byłby z tej perspektywy tzw. pogrzeb morski…). Jak sądzę, dobrze jest zawczasu rozważyć te kwestie i przygotować się mentalnie i duchowo oraz wydać odpowiednim ludziom odpowiednie dyspozycje. Bez wątpienia książka Domańskiej – podobnie jak wcześniej słynna publikacja Louisa-Vincenta Thomasa (1922–1994) Trup. Od biologii do antropologii7 – uwrażliwia na te fundamentalne kwestie. Silniej jednak niż klasyczna, fenomenalna publikacja francuskiego socjologa i antropologa Nekros akcentuje znaczenie życia/zóē (co znajduje zresztą odbicie w języku: Domańska nie mówi na przykład o trupie czy zwłokach, lecz właśnie o szczątkach), pomagając tym samym przełamać kulturowe tabu, które Thomas nadkruszył.

W nawiązaniu do tej sprawy dodam na marginesie, że ubolewam nad tym, iż nie istnieje u nas edukacja tanatyczno-nekrotyczna (czyli dotycząca zarówno śmierci, jak i szczątków), ba – w ogóle nie bierze się pod uwagę jej wprowadzenia, nie ma na ten temat żadnej dyskusji. A przecież śmierć to jedno z najważniejszych życiowych doświadczeń i największych zadań, a to, co po sobie pozostawia, to jedno z najtrudniejszych wyzwań dla bliskich (i, oczywiście, nie tylko dla nich). No cóż, podobnie jest z brakiem edukacji seksualnej (wolałbym: „erotycznej” czy może „dotyczącej zmysłów”), tyle że o potrzebie wprowadzenia tej drugiej przynajmniej mówi się głośno. Może książka Domańskiej zainspiruje również do podjęcia dialogu na temat tej pierwszej? Oczywiście, snucie tego typu rozważań może zostać odebrane – na przykład przez kościelne hierarchie – jako próba wkroczenia na teren zarezerwowany, zdaniem niektórych, dla religii (pamiętajmy jednak o chęci rozciągnięcia przez instytucje kościelne i ich funkcjonariuszy swoich wpływów nie tylko na sferę ducha, lecz również materii, w tym na dochodowy biznes pogrzebowy). Przykład próby zawłaszczenia problematyki seksualności człowieka przez instytucje religijne jest w odniesieniu do tej sprawy więcej niż pouczający. Podejrzewam, że głośno wyrażane pragnienie swobody odnośnie do decydowania o własnych szczątkach może zostać potraktowane podobnie.

Tak, ta książka jest wychylona w przyszłość. To znaczy otwiera nas na szereg kwestii, które choć zawsze były obecne, były tabuizowane, a teraz zyskują nowy wymiar w związku z rozwojem technologicznym. Oczywiście, można utyskiwać w odniesieniu do tej sprawy, że za mało obecna jest w Nekrosie (tak modna ostatnio) problematyka posthumanizmu, cyborgizacji człowieka i tak dalej. Można też narzekać, że kwestie demograficzne czy biznesowe są tu ledwie zaznaczone. Albo że przykłady do case studies wybrane zostały ze świata tzw. Zachodu, a problem jest przecież globalny… I tak dalej. Trzeba jednak pamiętać, że Domańska funduje i mapuje dyscyplinę, na której terytorium odnaleźć się będą mogli inni, rozwijając i pogłębiając rozmaite wątki. To się zresztą już dzieje – patrz ciekawe artykuły Katarzyny Nowaczyk-Basińskiej na temat krioniki i nieśmiertelności pojmowanej (na szczęście: wciąż) jako (zaledwie) performans językowy8.

I właśnie w nawiązaniu do tej sprawy na koniec napiszę o tym, czego co prawda u Domańskiej nie ma, ale na co jej spostrzeżenia uwrażliwiają. Christopher Frei i Maxim Arbugaev wyreżyserowali właśnie film Genesis 2.0, który przedstawia próby wskrzeszania przez tzw. biologów syntetycznych, dysponujących najnowszym sprzętem i najbardziej zaawansowanymi (a przez to niezwykle [jeszcze?] kosztownymi – pamiętajmy o tym!) technologiami, wymarłych gatunków zwierząt, takich jak mamuty. Aby okazało się to możliwe, potrzebne jest DNA zwierzęcia, pochodzące na przykład z jego zamarzniętej krwi. Przyznam się, że odpycha mnie taka wizja „wskrzeszenia”, którą jeden z reżyserów jakże celnie zinterpretował jako „element męskiej zazdrości o ciążę” i technologiczną „namiastkę, która pozwala wydawać na świat nowe życie”9. Oczywiście nie sposób wykluczyć, że korzystając z tego typu technologii, w nieodległej przyszłości majętni ludzie po stracie bliskich kupować będą dla nich drugie „życie”. Tym, których tego typu zabiegi i usiłowania odpychają tak samo jak mnie, przypominam, że kremacja szczątków wyklucza możliwość pozyskania DNA…

O autorze

Ewa Domańska: Nekros. Wprowadzenie do ontologii martwego ciała, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2017.

  • 1. Cyt. za tylną stroną okładki książki Ewy Domańskiej.
  • 2. Przekonująco i sugestywnie pisze o tych zagadnieniach kanadyjska dziennikarka, pisarka i aktywistka Naomi Klein w To zmienia wszystko. Kapitalizm kontra klimat, przełożyły Hanna Jankowska, Katarzyna Makaruk, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza, Warszawa 2016.
  • 3. Zob. Leszek Kolankiewicz: Dziady. Teatr Święta Zmarłych, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 1999.
  • 4. Dorota Sajewska: NekroperformansKulturowa rekonstrukcja teatru wielkiej wojny, Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, Warszawa 2016.
  • 5. Zob. ważny, pogłębiony artykuł Andrzeja Juchniewicza: Kości zostały (roz)rzucone. Umarli mają głos, „Art Papier” 2017, z 15 listopada.
  • 6. O czym w sposób zapierający dech w piersiach przypomniał nam ostatnio chilijski wybitny reżyser Patricio Guzmán (ur. 1941) w swoich arcydziełach filmowego eseju, takich jak Tęsknota za światłem (2010) czy Perłowy guzik (2015).
  • 7. Louis-Vincent Thomas: Trup. Od biologii do antropologii, przełożył Krzysztof Kocjan, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1991.
  • 8. Zob. Katarzyna Nowaczyk-Basińska: Krionika – nieśmiertelność jako performans językowy, Gazeta Teatralna „Didaskalia” 2018 nr 143, s. 63–72, a także wcześniejszy tekst tej autorki Nieśmiertelność – nowy performans kulturowy, Gazeta Teatralna „Didaskalia” 2015 nr 130, s. 42–48.
  • 9. Wskrzeszenie mamuta, z Christianem Freiem i Maximem Arbugaevem rozmawia Ada Petriczko, „Wysokie Obcasy”, dodatek do „Gazety Wyborczej” 2018, z 12 maja, s. 6.