2019-06-19
2019-07-05

Janusz Degler

„Prosiłem, żeby nikt nam nie przeszkadzał”

Zanim poznałem Jerzego Grotowskiego w 1964 roku widziałem kilka jego przedstawień. Pierwsze to były Dziady1. Z Tadeuszem Burzyńskim wyszliśmy oburzeni. Nie mogliśmy sobie poradzić z tym, co zobaczyliśmy. Młodzi poloniści kończący studia. Był to dla nas szokujący, wręcz świętokradczy spektakl. Pamiętam, że szliśmy ciemnymi i jeszcze pełnymi gruzów ulicami od Pałacyku do placu Powstańców Śląskich, cały czas głośno dyskutując. Potem z każdym kolejnym przedstawieniem, które opolanie pokazywali we Wrocławiu, zmieniał się nasz stosunek do tego teatru, a Tadeusz stał się jego apologetą2. Ale to tylko gwoli historii.

Grotowskiego poznałem w szczególnych okolicznościach. Z okazji Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych odbywały się w OKiSie sesje naukowe. Zabrałem głos w dyskusji i powiedziałem, że dla mnie jednym z najwybitniejszych twórców współczesnego teatru jest Jerzy Grotowski, którego można porównać z Leonem Schillerem. Sala wybuchła śmiechem. Skonfundowałem się ogromnie. Profesor Bohdan Korzeniewski, który prowadził obrady, powiedział: „Młody człowieku, proszę rozważnie myśleć o randze poszczególnych twórców, niektóre porównania są niestosowne”. Poczułem się fatalnie, zwłaszcza iż na sali było kilku moich studentów. Po zakończeniu sesji czekam na przystanku na tramwaj, nagle ktoś mnie delikatnie klepie po ramieniu, odwracam się – Grotowski. Uśmiecha się i mówi: „Niech się pan tym nie przejmuje. Musi pan wiedzieć, że jeśli w tym środowisku mówi się coś poważnie, to zawsze będą się śmiali”. On sam tego doświadczył, a ja mogłem się nieraz przekonać, że miał rację. Takie było moje pierwsze bezpośrednie spotkanie z Grotowskim.

Mogę powiedzieć, że cieszyłem się jego sympatią. Kiedy rozpoczęły się parateatralne projekty, moi studenci na seminarium zaczęli z przejęciem opowiadać, na czym polega ich uczestnictwo i czego się od nich wymaga. Postanowiłem, że powinienem tego doświadczyć, a nie tylko polegać na relacjach. Poszedłem do Grotowskiego, przyjmował w małym, słabo oświetlonym pomieszczeniu. Powiedziałem, z czym przychodzę. Odpowiedział krótko: „To wykluczone. Zrobiłem wyjątek dla Osińskiego, nie mogłem mu odmówić, ale panu odmawiam”. „Dlaczego?” „Bo pana nie stać na autentyczność. Będzie pan cały czas myśleć, jak to zapamiętać, ewentualnie zapisać, a tu trzeba działać w sposób naturalny, spontanicznie, odrzucić to wszystko, co nas krępuje, narzuca pewne normy. Bieganie o świcie po lesie, przytulanie się do drzew, brodzenie w strumieniu – to nie dla pana. Zachowując dystans do tego, co się robi, nie osiągnie się celu, o który chodzi”. Wyszedłem rozczarowany, ale wydaje mi się, że chyba miał rację.

Wyjątkowym dla mnie wydarzeniem był doktorat honoris causa Jerzego Grotowskiego, który od kilku lat przebywał za granicą. Przedstawiłem sprawę rektorowi naszego Uniwersytetu prof. Mieczysławowi Klimowiczowi, który jak na doświadczonego partyzanta imponował nam odwagą w podejmowaniu decyzji. „Doskonały pomysł! Jedź i wszystko z nim uzgodnij. Tak się dobrze składa, że współpracujemy z Uniwersytetem w Mediolanie. Tam lektorem jest jeden z naszych asystentów, który Ci pomoże. Wygłosisz wykład, a potem spotkasz się z Grotowskim”. Natychmiast dostałem delegację i kilka dni później byłem już w Mediolanie, gdzie na Uniwersytecie wygłosiłem wykład o Witkacym dla studentów slawistki. Cały czas pozostawałem w kontakcie z Carlą Pollastrelli, którą poznałem kilka lat temu i ona umówiła mnie z Grotowskim. Wcześniej listem zapowiedziałem swój przyjazd i cel spotkania. Carla odpowiedziała, że Grotowski na pewno wyrazi zgodę, co umożliwiło wszczęcie oficjalnej procedury.

Pociągiem przyjechałem do Pontedery. I tu niespodzianka. W teatrze przywitał mnie Eugenio Barba, którego Grotowski zaprosił na pierwszy, nieoficjalny pokaz Akcji. Oprócz nas uczestniczyli w nim Roberto Bacci, dyrektor ówczesnego Piccolo Teatro di Pontedera oraz reżyser włoski i zaprzyjaźniony fotograf. Potem z udziałem Grotowskiego i Thomasa Richardsa odbyła się dyskusja, która przeciągnęła się do późnej nocy. Następnego dnia miałem spotkać się z Grotowskim wieczorem. Okazało się, że mieszka w swojej „pustelni” wysoko w górach. Stromą i krętą drogą zawieziono mnie tam samochodem. Rozmowa z Grotowskim zaczęła się od jego pytań o sytuację w Polsce. Domagał się szczegółowych informacji o osobach, których nie znał, bo pojawiły się na fali ówczesnych przemian w kraju. Nieraz miałem kłopot z wyjaśnieniem z jakiego nurtu politycznego się wywodzą. Trwało to długo, chyba do północy. Sprawa doktoratu zajęła nam niewiele czasu. Grotowski wyraźnie się ucieszył, gdy mu przypomniałem, że będzie drugim twórcą teatru obdarzonym najwyższą godnością uniwersytecką po Ludwiku Solskim, który otrzymał ją na Uniwersytecie Jagiellońskim w wieku 99 lat. Zaakceptował, że będę promotorem, Zbigniew Osiński3 recenzentem, a potem postawił warunek, aby drugi recenzent był z uczelni katolickiej. „Nie będę panu wyjaśniał, jakie są tego powody, ale chodzi o kazanie kardynała Stefana Wyszyńskiego, w którym ostro potępił Apocalypsis cum figuris. Dlatego zależy mi, aby recenzenta wybrał senat uczelni katolickiej”. Oczywiście, mógł to być tylko Katolicki Uniwersytet Lubelski, z którym Kardynał był związany. Od dawna znałem prof. Irenę Sławińską i byłem pewien, że się zgodzi, a senat zaaprobuje. I tak się stało. Dostałem od niej piękny list, w którym zapewniła, że jest zaszczycona propozycją, a dla uczelni będzie to także honor. Grotowski na pożegnanie przyrzekł, że weźmie udział w uroczystości.

W maju 1989 roku Alina Obidniak, dyrektorka Teatru im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze, zorganizowała sesję naukową w Wojkowie koło Kowar, w związku z rocznicą objęcia przez Grotowskiego i Flaszena dyrekcji Teatru 13 Rzędów w Opolu. Sytuacja przed wyborami była dość napięta i obawialiśmy się, że pomysł nie zyska aprobaty władz. Alina jednak cieszyła się zaufaniem urzędników i uzyskała zgodę na uczczenie tej ważnej rocznicy. Wcześniej spotkała się we Włoszech z Grotowskim i rozmawiała z nim o wydaniu jego najważniejszych tekstów drukowanych w prasie i programach teatralnych, do których dostęp był bardzo utrudniony. Przekonała go, że ich wydanie byłoby najwłaściwszą formą uczczenia jubileuszu 30-lecia. Powierzyła mi to zadanie. Skontaktowałem się ze Zbyszkiem Osińskim, dokonaliśmy wyboru, Grotowski go zaakceptował i zaproponował, aby uwzględnić cztery teksty, których autorami byli Konstanty Puzyna, Tadeusz Burzyński i Zbigniew Osiński4. W tomie znalazły się także wypowiedzi Grotowskiego spisane z nagrań przez Leszka Kolankiewicza, który postanowił do niektórych z nich wprowadzić konieczne poprawki. Osiński powiadomił o tym Grotowskiego. I zaczęły się długie rozmowy telefoniczne. Czytałem mu po kolei poprawione fragmenty, a on je przyjmował, do kilku miał zastrzeżenia, a wokół jednej kwestii wywiązał się spór. Chodziło o prawidłowe użycie słów „ilość” i „liczba”. W tekście była mowa o określonej „ilości detali”. Poprawiłem ilość na liczbę. „Dlaczego liczba? To fatalnie brzmi”. Wyjaśniłem: „Skoro wiadomo, ile jest detali, to podaje się liczbę, a gdy nie wiemy, mówimy o ilości. Takie są przepisy”. „Nie muszę ich przestrzegać. Ma być ilość” – stanowczym głosem zadecydował Grotowski. Kłopot polegał na tym, że skład był już gotowy. Szybko przygotowałem erratę z informacją, że na danej stronie zamiast „liczba” powinno być „ilość”, która została dołączona do tomu. Ale nie dość tego. Chyba nie będąc pewien, czy jego decyzje zostały wykonane, Grotowski zastrzegł, że książka nie może być sprzedawana, wolno ją rozdawać z klauzulą „do użytku wewnętrznego”, którą często opatrywano materiały partyjne. Zgodnie z jego wolą klauzula ta została umieszczona na ostatniej stronie. Drukarnia dobrze się spisała i pierwsze egzemplarze otrzymali uczestnicy sesji w Wojkowie.

Kiedy Grotowski przyjechał do Polski, od razu pokazałem mu ten tomik, który rozpoczął serię „Myśl teatralna w Polsce w XX wieku”. Spodobała mu się okładka autorstwa Jana Aleksiuna. Sprawdził erratę. „W porządku. Teraz możecie przygotować drugie wydanie, już bez użytku wewnętrznego”. Andrzej Lis, pisząc o książce w „Trybunie Ludu”, zatytułował recenzję Grotowski „do użytku wewnętrznego” (1989 nr 216). I stąd o tej pierwszej w Polsce edycji jego tekstów utarło się mówić „Grotowski do użytku wewnętrznego”. Do drugiego wydania dołączył Performera, który również przysporzył mi kłopotów edytorskich. Opisałem je w artykule Mistrz słowa – mówionego i pisanego5. Maszynopis Grotowski opatrzył licznymi, bardzo dokładnymi wskazówkami typograficznymi, począwszy od wyboru czcionki do określenia odstępów między wersami i poszczególnymi słowami itp. Była to precyzyjna instrukcja, świadcząca o znaczeniu, jakie Grotowski przywiązywał do samego wyglądu tekstu. Drukarze mieli duży kłopot, bo nie było komputerów, wszystko musieli dokładnie wycyzelować, ale sprostali temu wyzwaniu. Grotowski, któremu egzemplarz wręczyłem tuż przed uroczystością otrzymania doktoratu honoris causa, był wyraźnie zadowolony. W mojej wieloletniej praktyce edytorskiej nigdy nie spotkałem się z podobną troską autora o kształt swego tekstu. Wzbudził mój autentyczny podziw. Książka doczekała się kilku wydań za granicą6, a gdy w 1988 roku postanowiliśmy ją wznowić, Grotowski zastrzegł, że nie wolno zmienić nawet przecinka.

Na koniec anegdota, ponoć wiarygodna. W 1970 roku Teatr Laboratorium wyjechał z Księciem Niezłomnym do Iranu. Zespół gościł na festiwalu Sziraskie Święto Sztuk7, ale miał wystąpić także na dworze cesarskim. To było zupełnie inne cesarstwo niż obecny Iran. Cesarz Pahlawi chciał stworzyć z Iranu nowoczesne państwo na miarę europejską. Miał też ambicje, jeśli chodzi o kulturę. Festiwal w Persepolis niedaleko Szirazu cieszył się ogromnym uznaniem. Brali w nim twórcy i teatry z całego świata. Grotowski zażądał, żeby aktorzy przed spektaklem na dworze mieli absolutny spokój i izolację. Nikt nie może przeszkadzać im w skupieniu. Wybrano piękną altanę ogrodzie. Zbliżała się godzina przedstawienia, cesarzowa Fara Diba i cały dwór czekali, a spektakl się nie zaczynał. Majordomus zaczął krążyć po ogrodzie i w pewnym momencie zapukał. Wyszedł Grotowski: „Prosiłem, żeby nikt nam nie przeszkadzał. Pan przerwał koncentrację aktorów. Proszę oznajmić, że spektakl się nie odbędzie”. Majordomus odszedł blady jak ściana. Za chwilę przychodzi szambelan, nisko się kłania: „Przepraszam, mistrzu, bardzo proszę, żeby przedstawienie się odbyło. Cesarzowa czeka”. „To niemożliwe, bo ktoś tutaj przyszedł i przeszkodził w skupianiu się aktorów”. „Wiem, on jutro zostanie ścięty”. „Co?!” „Tak, już wydałem polecenie przygotowania egzekucji”. „Niech pan to natychmiast odwoła, już idziemy grać”.

6 czerwca 2019

O autorze

Spisała Monika Blige

  • 1. Dziady Teatru 13 Rzędów prezentowano gościnnie w Pałacyku w dniach 10–16 listopada 1961 roku. Jeśli nie zaznaczono inaczej, przypisy pochodzą od redakcji.
  • 2. Tadeusz Burzyński: Mój Grotowski, wybór i opracowanie Janusz Degler, Grzegorz Ziółkowski, posłowie Janusz Degler, Ośrodek Twórczości Badań Jerzego Grotowskiego i Poszukiwań teatralno-Kulturowych, Wrocław 2006.
  • 3. Zbigniew Osiński miał wtedy kłopoty na uczelni i Senat Uniwersytetu Wrocławskiego zaproponował, aby drugą recenzentką była prof. Maria Janion z Instytutu Badań Literackich. Uroczysta promocja Jerzego Grotowskiego na doktora honoris causa Uniwersytetu Wrocławskiego odbyła się 10 kwietnia 1991 roku (przyp. J.D).
  • 4. Zob. Jerzy Grotowski: Teksty z lat 1965–1969. Wybór, wybór i redakcja Janusz Degler, Zbigniew Osiński, Wydawnictwo „Wiedza o Kulturze”, Wrocław 1989; wydanie 2 poprawione i uzupełnione – 1990; wydanie 3 [niezmienione w stosunku do wydania 2] – 1999.
  • 5. Zob. Janusz Degler: Mistrz słowa – mówionego i pisanego, „Rzeczpospolita” 1999 nr 19, z 23–24 stycznia (dodatek „Plus Minus”). Poszerzona wersja artykułu [w:] Niezatarty ślad. Jerzy Grotowski w Ossolineum, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 2010, s. 19–22.
  • 6. Ukazały się wydania: fińskie, pt. Nie cały był sobą (1993, 2002 z tytułem na okładce Ku teatrowi ubogiemu); ukraińskie, pt. Teatr. Rytuał. Performer (1999), węgierskie, słowackie pt. Teatr a rytuał (1999) i łotewskie (2002).
  • 7. Księcia Niezłomnego prezentowano w dniach 28 sierpnia – 1 września, 3–4 września 1970 roku.