2011:06:10
2014-04-06

Dariusz Kosiński

Zmiana punktu i scena pamięci

W dniach 17–18 czerwca roku 2010, stosunkowo niedługo po ostatnich wydarzeniach Roku Grotowskiego, którym poświęciliśmy poprzedni numer „Performera”, zorganizowaliśmy w Instytucie im. Jerzego Grotowskiego we współpracy z Instytutem Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie otwarte seminarium „Grotowski – inne spojrzenia”. Jesienią odbyły się dwa kolejne seminaria z tego spojrzeniowego cyklu: „Reduta – nowe spojrzenia” (29 listopada 2010) i „Tadeusz Kantor – inne spojrzenia” (6 grudnia 2010).

Motywacją dla zorganizowania tych trzech seminariów było przede wszystkim znużenie powtarzalnością tematów, sposobów i stylów mówienia, a także – być może mało pokorna, lub wręcz bezczelna – chęć ich od-nowienia. Najbardziej oczywista była ona w odniesieniu do Grotowskiego, być może najmniej – w odniesieniu do Reduty, w przypadku której do zrobienia jest na poziomie materiałowym i dokumentacyjnym wciąż najwięcej (dowodem na to będzie następny numer „Performera” poświęcony właśnie Reducie). Ale niezależnie od dominującego stylu debaty, zmiana punktu widzenia na „inny”, czy „nowy” ma w sobie kuszącą atrakcyjność eksperymentu, odświeżającą moc wyrwania uleżanego i ucukrowanego przedmiotu z naukowej marynaty, której smak wszyscy już znają. Ma też posmak buntu, a nawet bluźnierstwa, czasem nawet irracjonalnego i wykonywanego nieco na siłę, w poczuciu, że trzeba zrobić coś na własną rękę.

Znaczną część drugiego numeru „Performera” wypełniają teksty będące efektem takiej zmiany punktu widzenia, z którą często wiąże się zmiana narzędzi i języka, mówienie w sposób dotychczas niesłychany o rzeczach z tych czy innych względów niedostrzeganych. Publikujemy tu wystąpienia z seminarium kantorowskiego, które – jak nam się nieskromnie wydaje – było płodnym intelektualnie wydarzeniem, szczęśliwie odległym od jubileuszowych celebracji. Proponowane w nich sposoby patrzenia i mówienia o twórcy Cricot 2 są niekiedy radykalnie przeciwstawne dominującemu dyskursowi związanemu na ogół z Teatrem Śmierci. Rodzą się z potrzeby i chęci przemyślenia dzieła Tadeusza Kantora w perspektywie osobistej, widocznej nawet tam, gdzie jest ona ukryta za porównaniami czy świadomie zagęszczonym językiem. Nie stanowią naukowych opracowań wybranego zagadnienia, ale właśnie – zapisy myślenia i wezwania do myślenia.

Takimi zapisami i takimi wezwaniami, co szczególnie nas cieszy, są także publikowane w tym numerze teksty poświęcone Jerzemu Grotowskiemu, na czele z wykładami Grzegorza Niziołka i Igora Stokfiszewskiego. Choć tak różne pod względem tematu, metody, języka i celów, są zarazem zbliżone do siebie przez ten sam autorski gest wciągnięcia dokonań Grotowskiego w horyzont refleksji o zasięgu o wiele szerszym niż dążenie do opisania i zrozumienia jego dzieła. Zmiana punktu widzenia polega tu na oddaleniu i sięgnięciu wzrokiem poza kontemplację dorobku mistrza.

Pomiędzy tymi dwoma zespołami tekstów – blokiem kantorowskim i wykładami o Grotowskim – umieścić chyba należy wystąpienie Krzysztofa Pleśniarowicza pochodzące z krakowskiej konferencji zorganizowanej w marcu 2009, w Roku Grotowskiego. Przypomina ono niechęć Tadeusza Kantora i Jerzego Grotowskiego, ale przypominając – zarazem jakby wzywa do zapomnienia wzajemnych oskarżeń i zobaczenia obu artystów w podobieństwie.

Właśnie: przypomnienie i zapomnienie… Zmiana punktu widzenia, od-nowione spojrzenie oznacza zarazem odświeżenie pamięci, jej ożywienie. W ciągu kilkunastu ostatnich lat pamięć stała się w humanistyce jednym z najchętniej podejmowanych tematów (mówi się nawet o „eksplozji pamięci”), co w dużym stopniu wiąże się ze stopniowym oddalaniem się w historię, więc odchodzeniem z żywej pamięci, wydarzeń i doświadczeń niezwykle trudnych i do zapomnienia, i do pamiętania – przede wszystkim Holocaustu. Pytania o pamięć i zapominanie, o historię i jej ożywianie przez i dla tych, którzy już z własnego doświadczenia pamiętać nie mogą, stały się też niezwykle ważne dla badaczek i badaczy teatru i innych przedstawień, które i którzy zdali sobie sprawę, że właśnie przedstawianie historii i jej wielorakie dramatyzowanie stanowi jedno z najważniejszych narzędzi uruchamiania, ale i manipulowania pamięcią. Wprost o tych problemach mówił w swoim wykładzie, którego przekład publikujemy w tym numerze, wybitny izraelski historyk teatru Freddie Rokem. Zagadnienia te podejmowano także w czasie konferencji „Zła pamięć. Przeciw-historia we współczesnym dramacie i teatrze polskim”, którą we współpracy z Wydziałem Polonistyki UJ i Instytutem im. Jerzego Grotowskiego zorganizowała w Krakowie w dniach 12–13 maja 2011 redakcja „Didaskaliów” (w tym numerze publikujemy dwa wystąpienia z tej konferencji: Marty Kufel i Marcina Kościelniaka).

W pewnym sensie pamięć, pamięć teatru i pamięć o teatrze, jest motywem przewodnim tego numeru. Inscenizacje pamięci, jej teatralne transformacje stanowią przedmiot namysłu wielu Autorek i Autorów, ale zarazem duża część tekstów aktywnie włącza się w proces przekształcania pamięci, reinterpretacji przeszłych wydarzeń, dynamizacji – poprzez zmianę punktu widzenia – tego, co wydaje się zastygłe w zbyt już znanym obrazie.

Ale pamięć jest w drugim numerze „Performera” obecna także w inny, bardziej bezpośredni i bardziej naturalny sposób – jako pamięć o bliskich, którzy odeszli i którzy – dosłownie – żyją w pamięci. Numer otwiera blok materiałów poświęconych Zygmuntowi Molikowi, przygotowany przez Ewę Oleszko-Molik w rocznicę śmierci artysty. Wspomnienia zamieszczone w tej części, szkice, obrazki, niekiedy krótkie jak westchnienie, skupiają się często na detalach, pozornych drobiazgach, anegdotach. Jakby spojrzenie pamięci (w odróżnieniu od spojrzenia historii) wyłapywało najpierw to, co szczególne, charakterystyczne i niepowtarzalne. W tych wspomnieniach Zygmunt Molik, wielki artysta i najwyższej klasy rzemieślnik, przypomina się (także dosłownie – przez swoje własne słowa) w swojej ludzkiej jedyności i wyjątkowości. Jak uświadamiał Stanley Weber, teatr od wieków był narzędziem umożliwiającym takie właśnie zaistnienie i ukazanie się. Chcielibyśmy, by temu samemu celowi służyć mogło także tworzone przez nas pismo.