2011-11-29
2015-06-12

Juliusz Osterwa

Zeszyt samarski

Wanda Świątkowska

Wstęp

Ukochałem ten szmat ziemi

który się Polską nazywa

Cudze śmiecie

Przechowywany w warszawskim Muzeum Teatralnym tzw. Zeszyt samarski Juliusza Osterwy to 52-kartkowy brulion, zapisany przeważnie jednostronnie, drobnym starannym pismem, niemal bez skreśleń i bez dat. „Obszcziaja tietrad” – „ogólny zeszyt” – głosi napis na rosyjskiej okładce, jednak jego treść wcale nie jest taka „zwyczajna”. Można wręcz powiedzieć, że to dość „dziwny zeszyt”, zaskakujący i nieoczekiwany. Zupełnie inny niż znane z późniejszych okresów (głównie z czasów drugiej wojny) diariusze i raptularze Osterwy. Zeszyt samarski przypomina raczej poetycki pamiętnik, jest pełen wspomnień, impresji, lirycznych refleksji.

Rzekomo Osterwa miał zwyczaj prowadzenia intymnych zapisków już w czasie pracy w Teatrze Ludowym w 1905 roku. Robienie notatek poświęconych m.in. grze i reżyserii miał zalecić mu ówczesny pracodawca i dyrektor teatru – Kazimierz Gabryelski. Nie wiemy, jak wyglądały te zeszyty, bowiem notatniki z lat młodzieńczych zniszczył sam Osterwa w 1912 roku, biorąc ślub z Wandą Malinowską. Nawyk notowania wszedł mu jednak w krew i aktor pozostał mu wierny do końca życia – ostatnie zapisy diariuszowe pochodzą z kwietnia 1947 roku, na miesiąc przed śmiercią…

Zeszyt samarski to jeden z najstarszych rękopisów pozostałych po artyście. Notatki pochodzą głównie z 1915 i 1916 roku, znajdziemy tu także dwa pojedyncze wpisy z lat 1920 i 1921 oraz krótki dopisek z 1936 roku.

Na pierwszy rzut oka można by ten zeszyt uznać za notatnik początkującego poety. Wypełniają go bowiem głównie wiersze i melancholijne liryki, lecz nie ich wartość literacka jest ważna. To dokument, który oddaje stan ducha przymusowego emigranta – zesłańca, gdy Osterwa, jako poddany austriacki, został w 1915 roku zmuszony do opuszczenia Warszawy i udania się w głąb Rosji. Pierwszy etapem jego zesłania stała się Samara – duże gubernialne miasto przemysłowe na południu Rosyjskiego Imperium. Jak można wnioskować z wpisów, Osterwa nigdy jej nie polubił. Pozostała obcym, ponurym grodem (grobem?), który nazywał – „cudzymi śmieciami”.

Podczas ponad półrocznego pobytu Osterwę przepełnia tęsknota za domem, ojczyzną, którą próbuje ująć w słowa. I co nie takie dziwne w przypadku aktora, który już w młodym wieku zasmakował w wielkich romantycznych bohaterach, pocieszenia szuka w analogii z sytuacją poetów Wielkiej Emigracji. Osterwa jawi się w tych wierszach jako post-romantyk – spadkobierca Mickiewicza i Słowackiego, co wyraźnie podkreślają parafrazy ich utworów. Na karcie 23. znajdziemy wiersz stylizowany na Mickiewiczowskie Polały się łzy me czyste, rzęsiste…, z aluzjami do biografii poety, odwołaniem do mitologizowanego raju Pana Tadeusza, w końcu wspomnieniem o towarzyszach, tych prawdziwych – Zanie, Czeczocie, Odyńcu, jak i literackich – Gustawie czy Tadeuszu. Refleksje kończy smutne: „Co się z Maryli zostało?”. Wszyscy umarli, znikli – i przyjaciele, i sam Adam: „D.O.M” – Deo Optimo Maximo – Osterwa wystawia Mickiewiczowi – a w domyśle chyba i sobie – poetycki nagrobek. Wiersz z kolejnej karty poświęcony jest Słowackiemu i jego ostatnim chwilom. Autor odnajduje się w roli konającego poety, który zaczyna dyktować Testament mój. Jest jednocześnie Hamletem, który szuka swego Horacego – głosu zza grobu.

Osterwa przywołuje sytuacje graniczne – śmierci, choroby, kresu. Nad poczuciem marności i nikłości ziemskiego życia dominuje przejmujące pragnienie pozostawienia „czegoś” po sobie – dzieła, dziedzica, zapisania się w pamięci potomnych. Można tu też dostrzec skrajną tęsknotę i lęk przed śmiercią na obczyźnie. Stąd być może tuż obok wierszy znalazły się dwa nekrologi – tajemniczego Ferdynanda i chłopca nazwiskiem Ciesielski. Drugi z nich zmarł w Samarze w 1915 roku w wieku zaledwie dziesięciu lat, pierwszy – jak można obliczyć – w 1891 roku, zatem gdy Osterwa miał sześć lat. Może był towarzyszem jego dziecięcych zabaw? Wątpliwe, czy kiedykolwiek się dowiemy. Wspomnienie o tym chłopcu pojawi się nie tylko w 1916 roku, ale i dwadzieścia lat później, co potwierdza dopisek z 1936 roku – jedyny tak późny w tym dziwnym zeszycie o umarłych…

Aura śmierci, rozstania towarzyszy większości zapisków – Osterwa powraca myślą do zmarłej matki, do pozostawionych przyjaciół – braci Aleksandrowiczów, do kobiet ze swej przeszłości. Ciągle jest mowa o tych, którzy odeszli i zniknęli z jego życia.

Ale pojawia się tu też troska o żywych – o dwie drogie istoty, z którymi – jak pisze – wiążą go serce i Bóg – żonę i córkę, śpiące tuż obok w zrujnowanej daczy. Być może w nich dostrzega iskierkę nadziei, one są bowiem przyszłością i ucieczką przed dręczącymi go myślami.

Nie wiemy, jak ciężkie było życie zesłańców w Rosji – można przypuszczać, że z resztkami dobytku byli przenoszeni do tymczasowych pomieszczeń, żyli ciągle na walizkach, z przemożnym odczuciem, że po wybuchu wojny stracili wszystko – co było w 1915 roku wielce prawdopodobne. Osterwa nie opisuje realiów życia swej rodziny – właściwie nie relacjonuje kolejnych miejsc pobytu, spotkanych ludzi, codziennych trosk – ale opisuje to, co czuje, a czuje, że wszystko zostawił za sobą – tam, w Polsce. Otacza go pustka, doskwiera tęsknota. Nic dziwnego, że czuje się jak stara dacza przeznaczona do rozbiórki – opustoszała i bezużyteczna.

A warto pamiętać, że pisał te słowa trzydziestoletni zaledwie mężczyzna, który miał wrażenie, że daleko za sobą zostawił rozkwitającą warszawską karierę, sukcesy, powodzenie. Któremu wybuch wojny przekreślił wszystkie nadzieje. Stąd żal, smutek, wszechogarniające czarnowidztwo. Mniej w tym kontekście powinien dziwić pesymizm Osterwy.

W tych trudnych chwilach autor zapisków odnajduje nadzieję w wierze. Pisze dużo o Duchu, mocy Przeznaczenia i Losie. Ufa, że Opatrzność wyprostuje ścieżki jego życia i wskaże mu drogę do domu. Ten zeszyt staje się jedną wielką modlitwą – w chwili rozpaczy.

Stąd tak ważny jest tu obrazek pierwszej Wigilii na obczyźnie, nocy Bożego Narodzenia – a zarazem odrodzenia i nadziei, z uświęconą polską tradycją dzielenia się opłatkiem, kolędowania i życzeń. Wtedy czuje się, że „Z najdalszych stron zjeżdżają się w tę noc, rodzinną miłością / zespolone serca i czują się silniejsze”.

Polska, Bóg, rodzina – to trzy wartości, które Osterwa hołubi troskliwie na kartkach swego zeszytu, w których szuka ucieczki przed rzeczywistością, odnajduje ocalenie i ratunek, pozwalające mu przezwyciężać kryzysy.

Można traktować ten brulion ironicznie i złośliwie – jak Szczublewski, który widział w nim nocne desperackie wierszykowanie, ale może warto przeczytać go jako zapis stanu duszy Polaka rzuconego do obcego kraju, który próbuje ubrać w słowa swe lęki i nadzieje, który w wierszach szuka pocieszenia. I być może jest to poezja kulawa i niezdarna, ale jest też do bólu prawdziwa i szczera. To zarazem krzyk rozpaczy i modlitwa.

Spróbujmy więc poznać innego Osterwę – nie gwiazdę scen warszawskich, utalentowanego aktora i reżysera, czy twórcę Reduty, o której mu się wówczas nawet nie śniło, ale człowieka do głębi samotnego i zagubionego w rosyjskiej głuszy. Człowieka, który na tych kartach pojawia się przed nami bez maski i odsłania ze swymi obawami, tęsknotą i słabością bez żadnego wstydu.

Nota edytorska

Zeszyt samarski jest publikowany w całości po raz pierwszy, w 1971 roku Józef Szczublewski przytoczył jego fragmenty w Żywocie Osterwy. Rękopis spisali Ireneusz Guszpit i Dariusz Kosiński w ramach projektu KBN obejmującego opracowanie spuścizny rękopiśmiennej Osterwy. Ukazuje się na łamach „Performera” za zgodą i dzięki uprzejmości Muzeum Teatralnego. Pisowni nie uwspółcześniano, zachowano układ graficzny tekstu, oczywiste błędy pióra poprawiono bez zaznaczania, uzupełnienia edytorów pojawiają się w nawiasach kwadratowych. Zeszyt opracowała Wanda Świątkowska.

O autorach:

Juliusz Osterwa »

Wanda Świątkowska »

ZałącznikWielkość
Plik Zeszyt samarski – skany rękopisu – część 120.42 MB
Plik Zeszyt samarski – skany rękopisu – część 225.82 MB
Plik Zeszyt samarski. Opracowanie Wanda Świątkowska157.48 KB