2012-06-15
2014-04-07

Maria Krzysztof Byrski

Polak Anonim

Tekst wystąpienia wygłoszonego podczas promocji książki Zbigniewa Osińskiego „Jerzy Grotowski. Źródła, inspiracje, konteksty”, Wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2009. Promocja odbyła się 7 czerwca 2010 roku, zorganizowały ją Zachęta Narodowa Galeria Sztuki, Instytut im. Jerzego Grotowskiego i wydawnictwo słowo/obraz terytoria. Tytuł od Redakcji.

 

Książka, z którą się dziś spotykamy, jest kolejną próbą zapamiętania wydarzeń związanych z działaniem i dziełem kogoś, kto sam siebie określił mianem „badacza zachowań i technik metacodziennych”. Na podstawie relacji z uczestnictwa w przedsięwzięciu Teatru Laboratorium nazwanego „Góra Płomienia”, w lecie 1977, mam, jak sądzę, prawo sądzić, że Autor, dopóki to było możliwe, to znaczy do śmierci Jerzego Grotowskiego, posługiwał się socjologiczną metodą obserwacji uczestniczącej, choć nie śmiałbym precyzyjnie określić, gdzie się kończyła obserwacja a zaczynało uczestnictwo i czy w ogóle można oddać do końca sprawiedliwość Zbigniewowi Osińskiemu próbując zaszufladkować jakoś jego metodę badawczą. Dzieło, o którym mowa, powstawało właściwie równolegle z dziełem, którego jest dokumentem. Otrzymujemy dziś reinkarnację książki wydanej na przełomie 1998 i 1999 roku, tydzień po śmierci Jerzego Grotowskiego. We wstępie Autor zapewnia, że nie jest ideologiem „grotowskizmu” i nie podaje niczego do wierzenia, a jedynie jest kronikarzem – ja dodałbym – kronikarzem współodczuwającym, który nie tylko dokumentuje fakty, ale czyni to z zaangażowaniem wynikającym z trafnej oceny wagi zjawiska – oceny, którą sformułował, jako młody człowiek przed półwiekiem – wtedy, kiedy nie tak wielu było w stanie właściwie rozpoznać w Grotowskim przyszłego guru teatru światowego, który na nowo próbował związać teatr z przeżywaniem, czy doświadczaniem rzeczywistości samej; szkoda tylko (tu pozwalam sobie na osobistą ocenę), że raczej bolesnym niż radosnym. Zapewne tak jest, dlatego, że tak dramatycznie „rozchwierutane” jest to nasze współczesne pojmowanie rzeczywistości, lub może mimo cały postęp nauki, po prostu jego brak.

Osiński rozpoczyna swoje studium Grotowskiego, przywołując jego opinię, iż próby były dla niego ważniejsze niż sam spektakl. W ten sposób potwierdzając wyrażone wyżej przeze mnie przekonanie o owym związku teatru i przeżywanej rzeczywistości. Nie jest to zapewne teza jednoznaczna dla tych wszystkich, którzy pojmują teatr w tradycyjny – niejako „rozrywkowy” sposób. Jednocześnie jest ona nadzwyczaj klarowna wtedy, gdy teatr rozumiemy przede wszystkim, jako modelowanie rzeczywistości. W pewnej mierze, jako realizację biblijnego zaproszenia Stwórcy, skierowanego do człowieka – zaproszenia do współtworzenia rzeczywistości. Proponowane terminy określające poszczególne „epoki” twórczości Grotowskiego, dobrze ilustrują tę tezę, bo pokazują drogę od teatru przedstawień, a więc teatru ciągle jeszcze w jakiejś mierze bliskiemu tradycyjnemu pojmowaniu, poprzez teatr uczestnictwa, prateatr, teatr źródeł do fuzji teatru i rytuału, jako punktu dojścia. Ten związek teatru i rytuału był niewątpliwie obecny cały czas w twórczych poszukiwaniach Jerzego Grotowskiego, ale ostatecznie bodaj całkowicie zdominował i podporządkował ją sobie. Granica między uczestniczeniem w wydarzeniu teatralnym i w wydarzeniu rzeczywistym ostatecznie została całkowicie zatarta. W tym miejscu dostrzegam głęboką egzystencjalną tożsamość rozumienia teatru przez Grotowskiego i przez starożytnych indyjskich teoretyków teatru:

Kto wiedzy teatru słucha przez Samoistnego Ducha

Wyrzeczonej, kto na scenie w kształty obleka przedstawienie,

I kto je ogląda pilnie, ten los dzieli nieomylnie

Znawców Wedy, ofiarników oraz hojnych jałmużników!

(Natjaśatra XXXVII. 26–27).

Zbigniew Osiński znakomicie dokumentuje „laboratoryjność” przedsięwzięcia Grotowskiego, będącą przecież zupełnie naturalną konsekwencją takiego pojmowania teatru. Bowiem scena teatru – szczególnie w czasie prób, to jedyne takie miejsce, gdzie człowiek, niczym stwórca może kreować rzeczywistość i ustalać warunki w niej uczestniczenia. Stąd już tylko krok do świątyni i do rytuału, któremu przypisuje się podobną funkcję i moc. Z kart książki Osińskiego jawi się postać Ryszarda Cieślaka, jako aktora, może najwierniej realizującego to, co najistotniejsze w koncepcji teatru Grotowskiego – zacieranie granicy między teatrem i rzeczywistością, bo w jego realizacji aktor staje się swego rodzaju kapłanem celebrującym rytuał. To, że Grotowski w sposób istotny działał w tym właśnie wymiarze znakomicie potwierdza reakcja hierarchów, którzy jakby poczuli groźny oddech nonkonformizmu i odpowiednio zareagowali na prowokację Apocalypsis cum figuris. Osiński przytacza znamienną wypowiedź kardynała Stefana Wyszyńskiego:

[…] po roku trzydziestym dziewiątym Bóg nam przywrócił wolność, a co my z niej czynimy? Na co ją wykorzystujemy? Czy to ma być tylko wolność picia i upijania się, alkoholizmu i rozwiązłości, wolność wystawiania obrzydliwych sztuk teatralnych? Jak gdyby naszych artystów nie było już stać na nic lepszego, tylko na jakieś tam Białe małżeństwo czy Apocalypsis cum figuris. Obrzydliwości, które się drukuje, wystawia się potem w teatrach, a Polacy, chociaż mówią o tych przedstawieniach – to prawdziwe świństwo, ale idą na nie, płacą pieniądze, siedzą i spluwają. Czy na to odzyskaliśmy wolność?1.

Przecież to najlepszy dowód, że udało się Grotowskiemu dotknąć nagiego nerwu istoty zagadnienia. Trudno o lepszą recenzję!

Jest jeszcze jeden wymiar, w jakim chciałbym odnotować znaczenie tej książki dla mnie osobiście. Otóż dzięki kronikarskiemu „zapamiętaniu” Zbigniewa Osińskiego mogę wrócić do przeszłości – również mojej przeszłości. Tu konieczne jest słowo wyjaśnienia, dlaczego mu nie odmówiłem udziału w dzisiejszej rozmowie o jego książce. Nie jestem przecież żadnym autorytetem, jeśli chodzi o sam przedmiot książki. Jednak to, czym się Zbigniew Osiński w niej zajmuje, to również kawał mojego własnego świata. Z dwóch powodów. Dom rodzinny i Indie. Rodzice moi należeli do tych, początkowo bardzo nielicznych osób, które – podobnie jak Osiński – bezbłędnie oceniły wagę tego, co robił Jerzy Grotowski. To oni dzielili z nami, swoimi dziećmi, fascynację teatrem i tym wszystkim, co się w tej dziedzinie działo. To od nich dowiedziałem się o Grotowskim. To dzięki nim poznałem i Jerzego Grotowskiego, i Zbigniewa Osińskiego. Wiele postaci, które Osiński przywołuje na kartach swej książki, to imiona i nazwiska stale obecne w rozmowach w naszym domu rodzinnym: Osterwa, Meyerhold, Stanisławski, Schiller, Kantor, Woszczerowicz… Długa byłaby ta lista.

Wreszcie i ten drugi powód – Indie. Na kartach książki Osińskiego znajdujemy wiele informacji o tym, jak intensywne było przeżywanie Indii przez Grotowskiego. W gruncie rzeczy, wszystkie informacje na ten temat rozproszone na kartach obu tomów tej książki pozwalają przypuszczać, że począwszy od wczesnego dzieciństwa Indie odgrywały niezwykle ważna rolę w kształtowaniu się osobowości Grotowskiego. W związku z tym zagadnieniem pozostaje opinia brata Grotowskiego, Kazimierza, którą on podzielił się z Osińskim: „Jerzego od wczesnej młodości interesowały źródła religii. […] Fascynowały go Indie, kolebka kilku najstarszych religii”2. Przy czym należy podkreślić, że nie był to ani dewocyjny, ani sekciarski charakter uwielbienia dla Indii. Świadczy o tym opinia Grotowskiego o Wandzie Dynowskiej, którą przytacza Osiński (dewotka w stylu Bławatskiej). Zresztą jego „temperament” intelektualny wykluczał taki stosunek, a indolog, ksiądz dr Franciszek Tokarz skutecznie go uodpornił na takie pokusy. Sam miałem okazję rozmawiać kiedyś z Jerzym Grotowskim o jego wizycie w aśramie Aurobindo w Pondicherry. Towarzyszka życia zmarłego Aurobindo kierowała aśramem, jako jego następczyni, dziedzicząc duchową charyzmę bengalskiego mędrca. Zaraz na początku rozmowy zapytała nieco ceremonialnie, w czym może pomóc odwiedzającemu aśram pielgrzymowi? W odpowiedzi usłyszała to samo pytanie. Wedle słów Grotowskiego zareagowała jak mała dziewczynka – chichotem i dalsza rozmowa potoczyła się już bez „pontyfikalnego” przytupu.

W związku z tym wątkiem pozostaje zdarzenie, o którym przypomniał mi Zbigniew Osiński w swej książce, w dodatku, jak to ma w zwyczaju, datując je z doskonałą precyzją na 30 marca 1969 roku. Chodzi o wykład, jaki na zaproszenie Grotowskiego wygłosiłem dla zespołu Teatru Laboratorium. Upłynęły niecałe trzy lata od mego powrotu z Indii, po ponad pięcioletnim tam pobycie. Miałem świadomość tego, że po tak długim okresie nieużywania polszczyzny miewałem trudności w wystarczająco przekonującym formułowaniu mych myśli. Grotowski to chyba wyczuł słuchając mego wystąpienia i na zakończenie zrobił zwięzłe résumé wykładu. Do dziś jestem pod wrażeniem tego, jak bezbłędnie wtedy uchwycił istotę tego, o czym mówiłem i jak potrafił to wyrazić w niezwykle przekonujący sposób.

Książka Zbigniewa Osińskiego to rezultat głębokiego zrozumienia opisywanej materii połączonego z wrażliwością i przenikliwością wspartą osobistym doświadczeniem i wielką warsztatową precyzją, gdy chodzi o każdy szczegół tego imponującego studium. Całe formalne „oprzyrządowanie” książki stanowi nie mniejszą niż strona merytoryczna jej zaletę. Czytelnik natychmiast się zorientuje, że każda informacja jest wielorako sprawdzana i weryfikowana. Na tej książce naprawdę można polegać! Zresztą od dawna Zbigniew Osiński imponuje mi tą precyzją, porównywalną bodaj jedynie z twórcami wielkich słowników języków klasycznych.

Dobrze, że znamy imię i nazwisko autora omawianej książki. Dlatego możemy mu podziękować za utrwalenie dla nas pamięci o wydarzeniu, które dla teatru ma znaczenie epokowe. Ale żeby to wyrazić jeszcze dobitniej i postawić go w rzędzie słynnych kronikarzy przeszłości, chciałbym nadać mu rodzaj nom de plume i nazwać go Polakiem Anonimem.

Warszawa, 6 czerwca 2010 roku

O autorze »

  • 1. Zbigniew Osiński: Jerzy Grotowski. Źródła, inspiracje, konteksty. Prace z lat 1999–2009, Wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2009, s. 199–200.
  • 2. Tamże, s. 318.