2018-07-09
2018-07-09

Roberto Bacci

Apocalypsis cum figuris: utrata, która daje nam życie 

Widziałem Apocalypsis cum figuris czterokrotnie: dwa razy w Wenecji (podczas Biennale w 1975 roku) i dwa razy w Pontederze (w Centro per la Sperimentazione e la Ricerca Teatrale, gdzie spektakl prezentowano na moje zaproszenie w 1979 roku). 

Trudno jest oddzielić mit od doświadczenia widza. Trudno też w ogóle myśleć o spektaklu poprzedzającym długą podróż, jaką Grotowski odbył wraz ze swoimi współpracownikami poza teatr w celu znalezienia jego śladów, kończąc na Workcenter, które do dziś działa w Pontederze. 

W Pontederze widziałem dwie z ostatnich prezentacji Apocalypsis. To nadzwyczajne spotkanie – z niezwykłymi aktorami, którzy później stali się moimi przyjaciółmi – zapadło mi w serce niczym modlitwa skierowana do samej Sztuki Teatru. Siedzieliśmy [widzowie] na podłodze niczym dzieci, a oni biegali, śpiewali, szeptali modlitwy, łamali chleb, zapalali i gasili świece – i oddziaływali na moje zmysły niczym „giganci” lub tytani, odprawiający rytuał w niezrozumiałym dla mnie języku. 

Historię, którą opowiadali, znałem tylko w telegraficznym skrócie, ale w tym telegramie – poza opowieścią – zawarte było doświadczenie teatru, którego zawsze szukałem i wciąż szukam. Nie chodzi o styl, ale o jego absolutną siłę i czystą esencjonalność, niepozwalającą popaść w upraszczające uprzedzenie co do formy. Choć w tym przedstawieniu forma też była doskonała.

Nie istnieją właściwe świadectwa wizualne, które mogłyby przywrócić „stan bycia obecnym” (jak to częściowo dzieje się w przypadku Księcia Niezłomnego czy Akropolis), co z pewnością wzmocniło mit Apocalypsis. Zarazem jednak jest to też sygnał w naszej powierzchownie reprodukcyjnej erze ogromnej pustki, w której toniemy, że Apocalypsis i Teatr Laboratorium pozostawali żywi w swej esencji, w swoich świadkach, na długo zanim wkroczyli do historii teatru.

Czyż nie jest to ostateczny dowód prawdziwej natury Teatru, jego siły znikania, bycia niedokumentowalnym, umykając tyranii czasu i czasów? Apocalypsis zniknęła, ale może właśnie dlatego – w obliczu braku własnych zwłok – pozostaje wciąż żywa.

Dziś z przedstawienia potrafię świadomie przywołać tylko kilka obrazów i dźwięków, mogę jednak powiedzieć, że z tego wspaniałego spotkania Teatru, który znalazł się na mojej artystycznej i osobistej ścieżce, i który prawdopodobnie przesunął jej oś, wciąż wiele we mnie żyje.

Apocalypsis zniknęła, tak jak i jej twórca, ale mimo to Jerzy Grotowski pozostaje żywy w tych, którzy go znajdują.

O autorze

Z języka angielskiego przełożyła Justyna Rodzińska-Nair