2016-10-03
2017-03-26

Bogdan Bąk

Misteryjne Misterium

Pierwodruk: „Odra” 1960 nr 34, z 28 sierpnia, s. 6. 

Misterium buffo1 na pewno nie jest szczytowym osiągnięciem dramatopisarstwa Majakowskiego. Zbyt wiele tu doraźnie aktualnych, a dziś w wielu wypadkach zupełnie niekomunikatywnych aluzji politycznych. Pasja autorska – a więc element bodajże najwartościowszy – zagubiła się nieco w natłoku alegorycznych wizji. Więcej tu także niż w Pluskwie, a zwłaszcza Łaźni pustosłowia.

Rejestrowanie wad, podobnie zresztą jak wyliczanie zupełnie oczywistych zalet, jest jednak bezsensowne, Grotowski nie byłby Grotowskim, gdyby tekst autora grał u niego rolę pierwszoplanową. Autor „scenariusza teatralnego” pociął Misterium, podolepiał fragmenty Łaźni, z wielkiej inscenizacyjnej sztuki (lub słuszniej – fragmentów dwu sztuk) zrobił kameralne (z konieczności) widowisko posiadające jednak niemałą moc uogólnień. Moralitet – bo misteryjnym moralitetem jest w gruncie rzeczy omawiany spektakl – operuje zwykle umownym schematami pojęciowymi. Dlatego też można się pogodzić z faktem, że siedmioosobowy zespół kreuje kilkadziesiąt (bez przesady) ról. Z kłopotów obsadowych wybrnął zresztą reżyser bardzo dowcipnie. Postacie dramatu ukazują się na scenie trzymając w rękach plansze z „główkami”. Są to kopie „główek” z obrazów Boscha. Bosch niewątpliwie przydaje spektaklowi misteryjnego kolorytu. Ma to także drugi sens: „Równocześnie (plansze – przyp. mój) pozwalają w sposób prowokacyjnie dosłowny wprowadzić w życie zasadę nowoczesnego aktorstwa, wedle której aktor nie wciela się całkowicie w odtwarzaną postać, lecz gra ją niejako obok roli” – wyjaśnia w programie kierownik literacki i „ideolog” teatru, Ludwik Flaszen. Przy tej okazji informacja poufna: kilkakrotnie aktorzy „stają na rękach”". Jest to odpowiedź krytykom zarzucającym Teatrowi 13 Rzędów „stawanie na głowie”.

Spektakl jest, jak się już rzekło, misterium. Zachowano więc obowiązujący schemat – piekło, czyściec, niebo. Najbardziej interesujący jest bez wątpienia akt drugi (czyściec) głównie dzięki fragmentom Łaźni. Najsłabiej bez wątpienia wypadł finał – apoteoza, ale w tym wypadku współodpowiedzialnym jest autor. W sumie jednak spektakl, w moim przynajmniej odczuciu, jest udany, bardziej czysty, choć nie tak szokujący pomysłami inscenizacyjnymi jak Kain.

Przy okazji warto podkreślić jeszcze jedno. Pisząc i mówiąc o pracach reżyserskich kierownika Teatru 13 Rzędów, trzeba wyraźnie oddzielić utalentowanego inscenizatora Jerzego Grotowskiego od Jerzego Grotowskiego, co tu dużo mówić, grafomana. W Misterium dopisków było znacznie mniej niż w Kainie, ale i tak o 100 procent za wiele. Nie chodzi tylko o najzupełniej zbędną piosenkę o Antosiu i kilka innych wtrętów (jeśli nawet przyjmie się, że sztukowanie MisteriumŁaźnią jest celowe), ale także o zamykającą spektakl Rozmowę Mistrza ze Śmiercią. Sens tej pointy jest oczywiście czytelny, ale w moim odczuciu kłóci się ona trochę z charakterem spektaklu.

Zastrzeżeń można zgłosić więcej. Choćby niechlujna adiustacja. W końcowej scenie Łaźni Pobiedonosikow pyta: „Pójdziesz razem ze swoim noskiem?”. Odpowiedź Mezaliansowej: „Już nie z noskiem idę, ale z nosem i to takim”. Kwestie te, będące wyraźną aluzją (kalamburem) do nazwiska bohatera, padają także ze sceny opolskiej. Sęk w tym, że w spektaklu nie ma przecież Pobiedonosikowa, a Zygmunt Molik podający ten tekst paraduje z planszą Optymistenko2. Można też mieć pretensje o zgubienie (już aktorskie) kilku świetnych i mocnych dowcipów Majakowskiego.

Aktorstwo! W teatrze Grotowskiego nie ma aktorstwa w zwykłym tego słowa rozumieniu. Nie tylko ze względu na dystans wobec roli. Misterium gra się praktycznie bez dekoracji i w zasadzie także bez rekwizytów. Stawia to przed wykonawcami inne, trudniejsze zadanie. W twierdzeniu tym jest jednak tylko część prawdy! W koncepcjach Grotowskiego podanie tekstu jest równie – a czasem nawet mniej – ważnie niż jakaś niewymyślna i nieskomplikowana zresztą ewolucja gimnastyczna (choćby wspomniana już „stójka”). Obwarowawszy się tymi zastrzeżeniami, trzeba stwierdzić, że cały zespół – a wszyscy „robili” po kilka ról – realizował zamysł inscenizatora bez zarzutu.

Niewieloma premierami teatr Grotowskiego zdobył sobie niemały rozgłos. Ma określony profil artystyczny, a co za tym idzie – przyjaciół i wrogów. Trzeba jednak w tym miejscu zaakcentować, że w nakreślonych ramach (a tradycje wywodzą się chyba z ekspresjonistycznej awangardy radzieckiej lat dwudziestych i trzydziestych) nie kostnieje. Gdy się nawet najpobieżniej porówna Kaina z Misterium, okaże się, że w obu wypadkach inne elementy formalne „organizowały” koncepcję spektaklu. Trudno dziś przewidzieć, która z eksperymentalnych prób Grotowskiego przyswoi sobie teatr na stałe. Faktem jest jednak, że entuzjaści z Opola – pracujący w bardzo prymitywnych warunkach technicznych, w niełatwej sytuacji finansowej i nie najlepszej atmosferze – nie poprzestają na osiągniętych już zdobyczach, szukają nowych wciąż środków wyrazu. Teatr 13 Rzędów jest bez wątpienia zjawiskiem ze wszech miar interesującym. Raz jeszcze podkreślam – zjawiskiem. Poczynania te w żadnym wypadku nie mogą być metodą, drogowskazem dla innych scen w kraju. Pierwszy głosowałbym (gdyby oczywiście ktoś zechciał mnie zapytać o zdanie) przeciw powierzeniu Jerzemu Grotowskiemu jakiejkolwiek innej placówki teatralnej. Należy jednak chyba serdecznie zainteresować się 13 Rzędami, rezygnując i z bałwochwalczych peanów, i z taniej złośliwości.

Przepisała Patrycja Kwiecień

Bogdan Bąk (ur. 3 lutego 1936, Kielce; zm. 21 grudnia 1982, Wałbrzych)
kierownik literacki teatru, dziennikarz, recenzent teatralny „Słowa Polskiego” i „Trybuny Wałbrzyskiej”, działacz kultury na terenie Dolnego Śląska. Od sezonu 1964–1965 do kwietnia 1976 roku był kierownikiem literackim Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu, a w latach 1966–1977 Teatru Lalek, w którym pełnił następnie funkcję konsultanta literackiego (1977–1980)3.

  • 1. W tekście ujednolicono pisownię tytułu Misterium buffo. Wszystkie przypisy pochodzą od redakcji.
  • 2. W spektaklu kwestie naczdyrdupsa Pobiedonosikowa mówi Optymistenko, który jest jedynym uosobieniem porewolucyjnej biurokracji. W tekście poprawiono pisownię imienia Optymistenko.
  • 3. [Za:] Almanach Sceny Polskiej 1982/83, pod redakcją Kazimierza Andrzeja Wysińskiego, t. 24, Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1987, s. 236.